Aktualnie w ofercie:
175 hoteli 1964 ofert
Pobyt Wellness w SPA Hotelu Splendor RABAT 43%!
Konkurs - wygraj Weekend SPA w Hotelu Stok !
wySPAzdrowia na Facebook !
1
2
3

Tunezja pachnąca jaśminem

Potrafi zachwycić od pierwszego wejrzenia. Kolorami, aromatami, historią, w której mieszają się wpływy rzymskie, bizantyjskie i osmańskie, ale przede wszystkim duchem. Nie bez powodu o Tunezji mówi się, że to kraj wielkiego serca.

Slim zna wszystkich i wszyscy znają Slima. Jest kierowcą i przewodnikiem małych wycieczek od ponad dwudziestu lat. Dlatego kiedy odbiera nas na lotnisku Enfidha, ściska, podaje dłonie, a potem wrzuca bagaże na dach jeepa i wszystko dla bezpieczeństwa związuje sznurkiem, już czujemy, że zaczyna się przygoda. Przylecieliśmy do Tunezji, by obejrzeć tutejsze hotele SPA, ale na pewno na tym nie poprzestaniemy. Pierwszy przestanek? Tunis i tutejsza medyna.
 

Francuski szyk i arabskie aromaty
Poza sezonem Tunezja pokazuje swoją prawdziwą twarz. Kiedy wyjeżdżają tłumy turystów, robi się ciszej, spokojniej i... chłodniej. Kurorty pustoszeją, życie zwalnia tempo, zaczyna się okres porządków i przygotowań do kolejnego lata. Tunis jest wyjątkiem. Korki na ulicach jak w Paryżu, gwar klaksonów i głosów. Kawiarnie pełne ludzi i policjanci kierujący ruchem – to znak, że zaczynają się popołudniowe powroty do domów.
Spacerujemy główną ulicą miasta przypominającą Pola Elizejskie w kierunku Placu 14 Stycznia, nazwanego tak na cześć dnia, w którym długoletni dyktator Zine El Abidine Ben Ali opuścił ten kraj. Tym samym stało się jasne, że tunezyjska rewolucja, zwana jaśminową, odniosła sukces.
Slim nie chce jednak rozmawiać o polityce. Ostrożny w sądach wie, że przed jego ojczyzną daleka droga do demokracji. Idziemy więc na herbatę – miętową, słodką i pyszną, podawaną z orzeszkami pinii - a potem na zwiedzanie mediny. Nie można być w Tunezji i nie odwiedzić starego miasta otoczonego murami, w którym handluje się wszystkim od świtu do zmierzchu. Paciorki, ubrania, mosiężne misy, ceramika, przyprawy, daktyle. Przedmioty użyteczne i te kompletnie niepotrzebne. Wąskie uliczki, mnóstwo sklepików, kolorów i aromatów, setki ludzi nawet po sezonie. Medina jest jak pudełko słodyczy. Wciąga, kusi, każe się zatrzymać i spróbować – kawy z kardamonem, krążków z cynamonem, ciastek z migdałami. „Słodko jesz, słodko myślisz” - uczy nas Slim, a potem bierze za ręce i wyciąga z gąszczu malutkich uliczek, w którym łatwo zgubić drogę i... portfel. Jedziemy do hotelu. Czas na hammam.
 

Para, glinka i werbena
Gammarth to dzielnica Tunisu leżąca na wzgórzu. Zanim się do niej dotrze, trzeba objechać Jezioro Tuniskie, czyli naturalną lagunę, która kiedyś była miejskim portem. Przy okazji słyszymy opowieści o tym, jak Ben Ali podczas swojej ucieczki wywoził złoto z kraju. Statkami. W pokojach hotelu Golden Tulip Carthage lądujemy tylko na chwilę. Przed kolacją chcemy jeszcze odpocząć w hammamie. Mozaika na ścianach, mnóstwo aromatycznej pary, wysoka temperatura. Rozgrzane ciała zaczynają zapominać o stresie. Potem kąpiel w basenie, okłady z glinki, która pachnie werbeną albo kwiatami pomarańczy, znowu ciepła para. Na koniec zimny prysznic.
Takich hammamów w ciągu tygodniowego pobytu w Tunezji odwiedzimy jeszcze kilka. Każdy będzie inny i na swój sposób wyjątkowy. Wejdziemy do luksusowych łaźni przeznaczonych tylko dla gości pięciogwiazdkowych hoteli, odwiedzimy hammamy w uzdrowiskach, w których mieszkańcy tego kraju leczą reumatyzm, kąpiąc się w gorących źródłach termalnych (np. w Korbus), zajrzymy na moment do kilkupiętrowych łaźni tylko dla kobiet. Szybko się przekonamy, że dla Tunezyjczyków to miejsca szczególne. W hammamie nie chodzi tylko o higienę i zamianę brudnego w czyste. Tu odbywają się biznesowe spotkania, wymienia się plotki albo po prostu zapomina na chwilę o trudach, zmartwieniach i kłopotach finansowych.
 

Prawdziwe oblicze
Tunis ma wiele twarzy. I tak jak potrafi zachwycić francuską elegancją głównych ulic, kolorami domów i przypraw na suku, romantycznymi pejzażami i ogrodami, w których drzewa pieprzowe rosną w sąsiedztwie palm daktylowych, tak samo umie przestraszyć turystów zapuszczonymi uliczkami pełnymi śmieci, ruinami domów, w którym niegdyś błękitne drzwi straszą teraz rdzą albo kramikami z mięsem dla miejscowych, przed którymi wiszą niedawno obcięte krowie lub wielbłądzie łby. Slim chce jednak, żebyśmy poznali prawdziwą Tunezję – arabski kraj, w którym śmieci niegdyś zabierała pustynia, więc nikt ich nie sprzątał, a jedzenie ma tak dużą wartość, że demonstruje się jego świeżość.
Jedziemy na obrzeża Tunisu, do Kartaginy. Dziś to właściwie szczątki miasta-państwa królowej Dydony, które w 146 roku p.n.e. Rzymianie zrównali z ziemią i jeszcze posypali wszystko solą, aby nic tu się więcej nie urodziło. Kartagina miała umrzeć i chyba rzeczywiście tak się stało. Choć później na rozkaz Juliusza Cezara miasto odbudowano, nie zrekonstruowano już punickich zabytków. Zwiedzamy jednak to ogromne rumowisko, porosłe eukaliptusami i mimozami. Zaglądamy do dwóch starożytnych portów, świątyni bogini Tanit, ruin wielkiego niegdyś amfiteatru i do term Antoniusza. Jest cicho, spokojnie, nostalgicznie.
Zupełnie inny klimat panuje w Sidi Bu Said, klimatycznym miasteczku, leżącym nieopodal na wzgórzu, które upodobali sobie artyści. Przez wielu uważane jest za najpiękniejsze w Tunezji. Biało-niebieskie domy, żeliwne okiennice, małe brukowane uliczki, donice pełne kwiatów. Palmy chwieją się na wietrze, koty wygrzewają na słońcu. Jemy ryby, które przed chwilą wyciągnięto z sieci, pijemy tunezyjskie białe wino i obowiązkowo miętową herbatę. Godzina tutaj wystarczy, by życie nabrało kolorów.
 

SPA grzechu warte
Przyjechaliśmy do Tunezji, by zobaczyć tutejsze SPA. Czas więc na główny punkt programu. W hotelu Residence Tunis zachwyca nas niemal wszystko – zewnętrze baseny, fontanny z kwiatami, zejście na plażę wysadzane palmami, środziemnomorski wystrój, wreszcie kryty basen z wodą morską i menu zabiegów opartych na kosmetykach Darphin. Relaksujący godzinny masaż całego ciała kosztuje tutaj 110 dinarów.
Jeszcze wytworniej jest w hotelu Hasdrubal Thalassa &SPA w Yasmine Hammamet, w którym mieści się największy na świecie apartament prezydencki z pięcioma sypialniami. My jednak jesteśmy pod wrażeniem zieleni traw i palmowych liści, widoków na morze, śpiewu ptaków, zapachu kwiatów i oferty zabiegów. Kilkanaście gabinetów w strefie suchej i mokrej, sale aromaterapautyczne, hammam, sauna, wydzielona część kosmetyczna i fitness, a do tego menu masaży, które aż każe westchnąć z zazdrości – tajskie, orientalne, azjatyckie, klasyczne, przy użyciu bawełnianych ciepłych stempli. Kuszą nas tak, że w hotelu Mahdia Palace w Mahdii zmieniamy plany – port rybny zobaczymy o świcie, a wieczorem fundujemy sobie relaks w thalasso.
Wybieram masaż ciała na bazie olejku arganowego – znajomy, nieskomplikowany zabieg. Chcę się jednak przekonać, jak wykonują go Tunezyjki. Po godzinie dochodzę do wniosku, że do tej pory miałam jedynie mgliste pojęcie o tej formie relaksu. W Mahdia Palace procedury każą rozpocząć zabieg od masażu głowy i uszu, a skończyć na palcach u stóp. Efekt? Niebiańskie samopoczucie i piękniejsza skóra.
 

Na liście obowiązkowej
Kiedy pytamy Slima, co trzeba koniecznie zobaczyć w Tunezji, najpierw opowiada nam o pustyni, jeepach i oazach. Potem o lotach balonem, polowaniach z sokołem, a wreszcie o starym fenickim porcie w Mahdii. Jest niedaleko, więc jedziemy. Fale wysokie na kilka metrów, nadmorski cmentarz, ruiny filarów. Robi się romantycznie. Podobnie jest w samym mieście. Piękna promenada, małe placyki obstawione stolikami, przy których mężczyźni piją herbatę, warsztaty tkackie, z których dobiega stuk maszyn. Wchodzimy na chwilę, zostajemy godzinę skuszeni kolorami jedwabnych i bawełnianych nici.
Potem odwiedzamy jeszcze Monastir i mauzoleum pierwszego prezydenta niepodległej Tunezji – Habiba Bourguiby. Powstało jeszcze za jego życia. Złoto, marmury, kryształy, misternie kute ogrodzenie, promenada wysadzana palmami robią wrażenie zarówno na miejscowych, jak i turystach. Ci pierwsi przyjeżdżają tu jednak, by pochylić głowę przed człowiekiem, który wprowadził rewolucję obyczajową w ich kraju – zakazał poligamicznych małżeństw, przyspieszył emancypacje kobiet, a umierając miał w portfelu zaledwie kilka dinarów.
Na plaże w Sousse i zwiedzanie portu El Kantaoui zostaje nam jeden dzień. Mija jak z bicza strzelił. Jeszcze zakupy – koniecznie harrisa, oliwa, daktyle – potem harkous, czyli malowany na skórze wzór z henny na pamiątkę i możemy wracać do kraju. A co ze słonym jeziorem, pustynią, Kairuanem, czyli czwartym na świecie świętym miastem islamu? – pytamy Slima i już wiemy, że do Tunezji jest po co wracać.


Warto wiedzieć:

Do Tunezji najlepiej dolecieć samolotem. Z Polski kursują czartery do Monastiru, na lotnisko Enfidha, do Tunisu lub na Dżerbę. Paszport musi być ważny przynajmniej 6 miesięcy od daty wyjazdu. Można też popłynąć promem z
Francji (Marsylia) lub z Włoch (Sardynia, Sycylia, Genua).
www.ctn.com.tn oraz www.tirrenia.it

W Tunezji płaci się dinarami (1 dinar około 0,52 Euro). Ich wywóz jest jednak zabroniony, więc trzeba je ponownie wymienić na inną walutę. Po kraju można podróżować taksówkami (są tanie i powszechnie dostępne), autobusami, które docierają nawet do odległych zakątków albo pociągami (wygodne i niedrogie). W Tunisie i Manastirze funkcjonuje kolej miejska, zwana metrem naziemnym. Polskie prawo jazdy jest honorowane, ale jeszcze lepiej mieć przy sobie międzynarodowe.

Lato w Tunezji trwa od maja do września, ale już w kwietniu na Dżerbie temperatura sięga 20 stopni.


Dobre adresy

W Tunezji nie można się nudzić. Są tam nowoczesne i pięknie położone pola
golfowe:
www.tabarkagolf.com/en
www.elkantaouigolf.com
www.djerbagolf.com

Można również uprawiać żeglarstwo (porty w Bizercie, Tabarce, Sidi Bou Said, Port El Kantaoui, Yasmine Hammamet), latać balonem nad pustynią (organizator Aeroasis w Tozeur), wybrać się na polowanie z sokołem (Tunezyjskie Stowarzyszenie Myśliwskie  oraz oczywiście nurkować (najlepsze centra nurkowe są w okolicy Tabarki):
www.diving-tunisia.com
 

Thalassoterapia
Tunezja jest drugim po Francji światowym centrum thalassoterapii, a ośrodki tego typu najczęściej są przepięknie położone i aż kuszą cenami zabiegów:
Hammam +gommage+okład z alg kosztuje ok. 30 dinarów
Kąpiel z płatkami kwiatów ma cenę ok. 50 dinarów
Masaż ręczny z olejkami eterycznymi trwający 25 minut – 30 dinarów
Masaż odprężający na twarz – 15-20 dinarów

Tekst: Anna Michałowska
Źródło: Magazyn Eden SPA