- 75 752 38 34
801 011 046 - Napisz do nas
Zapytaj
Kontrastowy, ogromny, głośny. Kair potrafi zachwycić monumentalnymi piramidami, przestraszyć ulicznym łoskotem, oczarować skarbami faraonów. Ostatnio rozbrzmiewał muzyką Chopina.
Egipcjanie od tysiącleci wierzyli, że życie pozagrobowe jest jedynie kontynuacją ziemskiego. Miało być do niego bardzo podobne, tylko doskonalsze. Dlatego
balsamowali zwłoki, zabezpieczając je przed rozpadem i budowali grobowce-rezydencje. Wszystko po to, żeby po śmierci dusza odnalazła ciało i mogła kontynuować ziemską podróż. Zresztą za życia też nie szczędzili środków na zachowanie wiecznej młodości i podkreślanie swoich wdzięków. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety stosowali barwnik do rzęs (kohl – wodną zawiesinę galeny przechowywaną we flakonikach), a słynąca z urody i alabastrowej skóry królowa Kleopatra kąpała się w mleku – tak się przynajmniej przypuszcza. Pewne jest natomiast, że zażywała kąpieli ziołowych (świadczą o tym zapisy odnalezione w Dolinie Królów), które są balsamem nie tylko dla ciała, ale i duszy.
Dzisiaj wiele zabiegów SPA nosi imię Kleopatry, a egipskie olejki eteryczne znane są na całym świecie. Dlatego namaszczanie olejkami pod piramidami wydaje się nie tylko zabiegiem kosmetycznym i relaksującym, ale i sięganiem do głębokich tradycji tego kraju. Po aromatycznym masażu w Hilton Pyramids Golf Resort czy kąpieli Kleopatry w hotelu Mena House Oberoi poczujemy się jak nowonarodzeni. A wszystko to z widokiem na pięć tysięcy lat historii.
Siódmy cud świata
Piramidy w Gizie to jedyny z siedmiu cudów starożytności, który dotrwał do współczesności. Dzisiejszy powszechny dostęp do informacji, możliwość obejrzenia w Internecie zarówno zdjęć, jak i filmów sprawiły, że pod piramidy jechałam bez ekscytacji. Niczym nie mogą mnie zaskoczyć – myślałam. Okazało się jednak, że ani filmy, ani zdjęcia nie są doskonałe. Nie oddają rzeczywistego ogromu budowli ani atmosfery miejsca. Tej ostatniej nie są w stanie zagłuszyć nawet tabuny turystów i hordy sprzedawców pamiątek.
Największa jest piramida Cheopsa. Ma 146,6 metrów wysokości, 230 metrów w podstawie, a do jej budowy zużyto 2,3 mln kamiennych bloków ważących od 2,5 do 15 ton. W Gizie stoją jeszcze dwa inne potężne grobowce faraonów: Chefrene (137 m) i Mykerinosa (65 m), ale między Kairem a granicami Fajum zachowało się ich aż 97. Najstarszą piramidę, znajdującą się w Sakkarze, zaprojektował około 2780 r. p.n.e. słynny architekt Imhotep dla faraona Dżesera. Jednak chyba żadna z piramid nie robi na oglądających tak dużego wrażenia, jak Sfinks – lew z głową Chefrena. Przysiadł u stóp największych grobowców Gizy i ze stoickim spokojem oraz kamienną twarzą znosi codzienny najazd turystów. Z obtłuczonym nosem, ale wciąż majestatyczny, niewzruszony i jakby trochę znudzony. „Ożywia się” nieco pod wieczór, podczas spektakli „światła i dźwięku”, kiedy tajemniczym głosem w kilku językach opowiada historię dawnych władców Egiptu.
Choć Sfinks stoi od ponad 4,5 tys. lat i wiele już widział, dopiero niedawno po raz pierwszy miał okazję wysłuchać koncertu chopinowskiego. U jego stóp w ramach obchodów Roku Fryderyka Chopina i 200 rocznicy urodzin kompozytora, wystąpili bowiem najwięksi interpretatorzy jego dzieł. To pierwsza tak spektakularna prezentacja jego muzyki w tej części świata. Mazurki, polonezy i nokturny w wykonaniu Janusza Olejniczaka, Leszka Możdżera, muzyków z Royal Quartet i trzech gitarzystów: Ryszarda Sygitowicza, Jacka Królika i Marka Raduli porwały publiczność. Było klasycznie, jazzowo oraz rockowo. Były lasery, śpiew operowy (solistka Opery Kairskiej Dina Iskander i Leszek Świdziński) i nowoczesny balet. A kiedy przebrzmiały ostatnie nuty, chopinowskie echo długo jeszcze niosło się po ulicach Gizy i Kairu.
Metropolia bez tynków
Uzupełnieniem wizyty w Gizie powinno być zwiedzanie Muzeum Egipskiego w Kairze z najbogatszą na świecie kolekcją starożytności i skarbami odnalezionymi w grobowcach faraonów. Jednym z najcenniejszych eksponatów jest słynna, ważąca 11 kilogramów maska grobowa Tutanchamona. Wykonano ją w latach 1333-1323 p.n.e. z litego złota, kamieni półszlachetnych, kwarcytu i pasty szklanej.
Sam Kair (Al-Kahira) jest ogromny. Nikt nie wie, ilu ma mieszkańców, ale szacuje się, że około 20 mln (ponad połowa ludności Polski). Z okien samochodu największa metropolia Afryki wygląda jak jeden wielki plac budowy. Dotyczy to zwłaszcza dzielnic mieszkalnych położonych poza centrum. Z dachów domów obok anten satelitarnych sterczą pręty zbrojeniowe (za niedokończony budynek nie płaci się podatków). Budynki są nie otynkowane i nie pomalowane, nie mają nawet okien i drzwi – lokator wstawia je sobie sam po zakupieniu nieruchomości. Stan surowy mieszkania w Egipcie to naprawdę gołe ściany.
Kair jest też trudny do zdefiniowania i ogarnięcia. No chyba że znajdziemy się na szczycie Cairo Tower w obrotowej restauracji czy w górującej nad miastem cytadeli. Ponad tysiąc placów, niezliczona ilość meczetów, odrapane domy starych dzielnic tuż obok luksusowych rezydencji w dzielnicy Zamalik. Najstarszy na świecie, ponad tysiącletni uniwersytet al Azhar sąsiaduje z nowoczesnymi drapaczami chmur. Jest jeszcze jedna dzielnica, niepodobna do żadnej innej na świecie – Miasto Umarłych. Mieszka tu ponad 2 mln osób. Na początku lat 30. XX w. kryzys ekonomiczny zmusił napływających do stolicy imigrantów do osiedlenia się na starych cmentarzach, wśród grobowców. Przez dziesięciolecia powstał więc przedziwny konglomerat życia i śmierci.
Targowisko kiczu?
Kair jest hałaśliwy i zatłoczony. Problemy komunikacyjne częściowo rozwiązuje metro (z wagonami „tylko dla kobiet”), ale i tak morze samochodów dzień i noc przesuwa się ulicami miasta. Nikt nie wie, ile ich jest, ale w godzinach szczytu w kilometrowych korkach stoją chyba wszystkie równocześnie. Kierowcy nadużywają klaksonów i cierpliwości innych uczestników ruchu. Głosy muezinów, odmierzających czas wezwaniami do modłów, próbują się przebić przez uliczny łoskot. W powietrzu rozchodzi się zapach imbiru i szafranu, smażonych na grillach kebabów, dusznych perfum, olejków
i kadzideł.
Nigdzie nie poczujesz atmosfery Kairu lepiej, niż w dzielnicy muzułmańskiej, pośród plątaniny ciasnych uliczek, u stóp okazałych meczetów, a zwłaszcza na Chan al-Chalili – jednym z największych targowisk świata.
- Witaj przyjacielu, skąd jesteś? Wejdź do mojego sklepu. Tylko popatrz, nie musisz kupować – słychać na każdym kroku. Potem jest herbata, lawina pytań o narodowość i rodzinę, zgrabnie przepleciona prezentacją bogatych zasobów kiczu i zanim się obejrzysz, wychodzisz z niepotrzebną ci do niczego miedzianą tacą, alabastrowym sfinksem, pokracznym wielbłądem, mini-piramidą lub wielką makatą z wizerunkiem Nefretete rodem z Chin. Albo… ze wszystkim naraz. Kairscy kupcy nie mają sobie równych. Pół biedy, jeśli przynajmniej udało się przy tym zbić ceny wyjściowe, ale biada temu, kto zrobił zakupy bez targowania. Nie tylko wielokrotnie przepłacił, ale przede wszystkim zyskał pogardę sprzedawcy. A jak się targować w Kairze? Z humorem! Tak należy traktować zarówno ceny, jak i teatralne gesty, obrażanie się czy nawet łzy w oczach sprzedawcy i opowieści o głodujących dzieciach. Kiedy sprzedawca proponuje absurdalnie wysoką cenę, kupujący odpowiada swoją – absurdalnie niską. I już po kilku minutach wzajemnej wymiany absurdów, cena ma szanse zbliżyć się do rynkowej.
W gąszczu meczetów
I tak dzięki Bogu, i Allahowi interes jakoś się kręci. By zaskarbić sobie przychylność pierwszego z nich, można udać się do Starego Kairu, czyli dzielnicy koptyjskiej; drugiego spotkamy w jednym z 3 tysięcy kairskich meczetów. Wśród nich do najciekawszych i najpiękniejszych należy meczet sułtana Hassana, do największych i najstarszych zaś – meczet Ibn Tuluna. Najczęściej odwiedzany jest XIX-wieczny meczet Muhammada Alego w cytadeli. Paradoksem jest fakt, że ten dzisiejszy symbol wyzwolenia Egiptu spod tureckiej dominacji, jest dziełem cudzoziemca, Greka Jusufa Bushnaqa, i stanowi kopię stambulskiego Błękitnego Meczetu. Sama cytadela powstała pod koniec XII w. i była rezydencją królewską, a górujący nad miastem ogromny kompleks składa się z pałacu, kilku meczetów, medres, więzienia, czterech muzeów, a wszystko otoczone grubymi, wysokimi murami. Z tarasu widokowego przed pałacem można podziwiać panoramę Kairu. Podobno przy ładnej pogodzie i niewielkiej ilości smogu (co nie zdarza się często) zobaczymy na horyzoncie piramidy w Gizie.
Warto wiedzieć:
Walutą obowiązującą w Egipcie walutą jest funt egipski (LE) i piastr (100 piastrów to 1 LE). Akceptowane są również dolary i euro. Przy wjeździe do Egiptu należy posiadać paszport ważny co najmniej 6 miesięcy oraz wizę, która uprawnia do miesięcznego pobytu. Wizę można otrzymać przy wjeździe na lotnisku za 15 USD. Od listopada startuje bezpośrednie połączenie lotnicze Kair-Warszawa.
Tekst: Katarzyna Sołtyk (Eden Magazyn SPA)
