Aktualnie w ofercie:
70 hoteli 4899 ofert

Bali wyspa bogów i demonów



Życie na Bali podporządkowane jest religii, fazom księżyca i sztuce. Powstające w takim klimacie SPA i serwowane w nich rytuały nie mają sobie równych na całym świecie.

Elizabeth Gilbert napisała o Bali w słynnym bestsellerze „Jedz, módl się, kochaj”: „To jest mój Eden. Aż nie chce się wierzyć w ten nie całkiem przydatny, a wręcz zbyteczny ogrom czystego piękna, jakie widzi się dookoła”. Na Bali wszystko jest piękne. Krajobrazy, architektura, ludzie i przyroda. Sztuka, kultura i religia. Morze, słońce i powietrze, rośliny i zwierzęta. Bogowie, duchy, a nawet demony.
Pisarka pojechała na wyspę w poszukiwaniu harmonii. Nie mogła wybrać lepszego miejsca na ziemi. O Bali mówi się bowiem, że panuje tu idealna równowaga między dobrem i złem, architekturą i przyrodą, pięknem i brzydotą, światłem i ciemnością. Wprost wymarzone miejsce, by odnaleźć równowagę również w sobie.

Medytacja po balijsku
– Na Bali niezwykle ważny jest uśmiech – opowiada Anna Ziółkowska, dla której wyspa przez trzy lata była domem. Ketut Liyer – szaman, którego Elizabeth Gilbert spotkała na swojej drodze, zalecał jej medytację po balijsku, czyli medytację z uśmiechem na twarzy. „Jak robisz taka poważna mina, to wystraszasz dobra energia. Żeby medytować, trzeba się uśmiechać. Siedź bez ruchu i uśmiechaj się” – powtarzał swoją balijską angielszczyzną, dodając, że uśmiechać trzeba się nie tylko twarzą, ale także umysłem i każdym skrawkiem ciała. Całym sobą. Nawet wątrobą. Medytacja po balijsku jest jak powrót do dnia narodzin. Tak potrafią uśmiechać się jedynie czyste i niewinne niemowlęta, które nie mają na swoim koncie jeszcze żadnych złych doświadczeń życiowych.

Balijczycy wierzą, że cały świat składa się z przeciwieństw: dni i nocy, życia i śmierci, bóstw oraz demonów. A los każdego człowieka, jego pomyślność, zdrowie i dobrobyt zależą od równowagi między tymi przeciwstawnymi potęgami. Dlatego musi on zabiegać o względy bogów i łagodzić gniew demonów. Tej swoistej grze poświęca całe swoje życie. Wobec jednych i drugich stosuje on podobne metody: składa ofiary, celebruje święta, tańczy przy wibrujących dźwiękach gongów i ksylofonów. A że w panującej tu hinduistycznej religii pomieszanej z animizmem i wiarę w duchy przodków, bóstw i demonów nie brakuje, to niemal każdy dzień jest świętem. Ponoć 1/3 życia kobiety (poza snem) to składanie ofiar, przygotowania do ceremonii, branie w nich udziału, bądź sprzątanie po nich. To dlatego mówi się, że żeby na Bali wypocząć wystarczy tydzień, żeby ją zwiedzić trzeba miesiąca, ale żeby ją dobrze poznać – nie starczy całego życia. Choć wyspa ma tylko 5500 km2 powierzchni.

Bogowie mieszkają w górach
Tutaj rajskie białe plaże okolic Kuty, Sanur i Benoa przeplatają się z malowniczymi klifami na północy wyspy i rozciągającym się u ich stóp czarnym, wulkanicznym piaskiem. Turkusowe laguny z barwnymi rafami koralowymi. Stożki wulkanów porośnięte są bujnymi, wiecznie zielonymi lasami tropikalnymi i gajami palmowymi. Gdzie indziej ozdabiają je malownicze i kręte mozaiki utworzone z tarasów pól ryżowych, nazywanych „schodami bogów”. To właśnie góry uważane są za źródło życia i mądrości. Tutaj mają swój początek rzeki i jeziora, którym wyspa zawdzięcza urodzajność. Na szczycie świętych gór Batur i Agung (3142 m) mieszkają miejscowe bóstwa.

Ale wszystkie te przyrodnicze i krajobrazowe cuda są jedynie skromnym dodatkiem do różnorodnej, fascynującej i niepowtarzalnej balijskiej kultury, niezwykłej architektury ze Świątynią Matką – Besakih na czele oraz samych mieszkańców wysp, z których niemal każdy ma duszę i dłonie artysty. Rzeźbią w kamieniu, bądź drewnie, wyplatają tkaniny, malują obrazy, wytwarzają biżuterię. Dlatego wszystkie domy, świątynie, hotele, SPA, markety, a nawet stacje benzynowe przystrojone są niezliczoną ilością dzieł sztuki o różnej wartości – głównie rzeźbami.

SPA w ogrodzie i na plaży
Te same wprawne, balijskie palce potrafią wyrzeźbić piękną sylwetkę podczas zabiegów SPA, przynieść ulgę zbolałemu ciału i przywrócić tak pożądaną równowagę jego właścicielowi. Balijskie SPA uchodzą za jedne z najlepszych na świecie. Sekret tkwi w niezwykłej wrażliwości Balijczyków, która objawia się zarówno w wystroju i atmosferze wnętrz, jak i w samych rytuałach. Podróżnik Witold Gawlikowski, który ma porównanie z przeszło stu krajów, twierdzi że najlepsze SPA jakie widywał w różnych zakątkach świata, np. na słynącym z luksusu Mauritiusie, zawsze były rodem z Bali.

Nic dziwnego, bo na Bali SPA to nie luksus i wymysł współczesności, tylko codzienność i tysiącletnia tradycja. Techniki leczenia i relaksu przy pomocy rąk i wspomagających je rekwizytów, takich jak oleje, kamienie, czy zioła, doskonalono tutaj od wieków. W świątyniach, bogatych pałacach, biednych domach i ulicznych salonach piękności. Dzisiaj również może skosztować ich każdy. Bogaty i biedny. Szukający krótkiego wytchnienia w podróży globtroter, jak i najbardziej wymagający wielbiciel wellness. Tym pierwszym wystarczy plażowe SPA serwowane przez balijską piękność, która oprócz masażu oferuje pedicure, tatuaż, egzotyczny makijaż czy zaplatanie warkoczyków. Ci drudzy wybierają jedno z tysięcy day spa, bądź profesjonalne SPA hotelowe. To dla nich stworzono sterylny raj w kompleksie Nusa Dua z jedenastoma pięciogwiazdkowymi hotelami. Istny Eden, choć trochę sztuczny.

Świątynie dobrego samopoczucia
Wszystkie balijskie SPA, bez względu na ilość gwiazdek, mają olśniewający wystrój i niemal magiczną atmosferę. To prawdziwe świątynie dobrego samopoczucia. Już w chwilę po przekroczeniu progu czujemy się, jakbyśmy przenieśli się do jakiegoś innego wymiaru. Wszystkie złe myśli i emocje zostają za drzwiami. Temu służy starobalijski rytuał obmywania gościom stóp na powitanie. Pośród tropikalnych ogrodów, w bambusowych chatach i na drewnianych tarasach stoją łoża z baldachimami owiewane łagodną bryzą znad oceanu „przyprawioną” szczyptą zapachu wanilii, egzotycznych kwiatów i owoców.Aromatyczne kąpiele w kamiennych wannach i wprawne dłonie masażystek w bajecznie kolorowych sarongach szybko sprawiają, że zapomina się o całym świecie. Migające światło świec, dyskretna woń kadzideł, szemrzące fontanny, cicho sącząca się muzyka i niezliczone ilości figurek, posągów i płaskorzeźb – wszystko to wprawia w prawdziwy błogostan. Zabiegi oparte na miejscowych rytuałach (jak masaż balijski) oraz tradycjach jawajskich (głęboki piling zwany lulur) wzbogacone są o elementy ajurwedy i jogi. Wykorzystuje się do nich wyłącznie naturalne produkty, błoto i glinki wulkaniczne, algi (m.in. w największym morskim SPA w hotelu Grande Mirage, aromatyczne olejki (m.in. kokosowe, jaśminowe i sandałowe), zioła, przyprawy, egzotyczne owoce, trawę cytrynową, puder ryżowy i zmielone pędy bambusa.

– Specjalnością Bali są ostatnio prężnie rozwijające się restauracje, bądź kluby nocne połączone ze SPA – opowiada Witold Gawlikowski. Są też kompleksy, w których można spędzić niemal całą dobę (ale bez noclegu): pławiąc się w basenach, robiąc zakupy, jedząc, poddając się magicznym zabiegom, a na koniec bawiąc się w dyskotece.

„Nie ma żadnego powodu, żeby do nieszczęść innych dodawać swój nieszczęsny wygląd” twierdziła jedna z bohaterek książki Elizabeth Gilbert, tłumacząc dlaczego w każdych, nawet najbardziej polowych warunkach, stara się wyglądać jakby przed chwilą wyszła od fryzjera i z salonu mody. W końcu, zgodnie z filozofią Balijczyków człowiek przychodzi na świat z jednakową ilością światła i ciemności w sobie, piękna i brzydoty, dobra i zła. I to od nas zależy, co przeważy. Niech to będzie zachętą zarówno do odwiedzenia magicznej wyspy, jak i zakosztowania tamtejszych rytuałów SPA.
By światło, piękno i dobro mogły zwyciężyć.

Warto wiedzieć:
Klimat tropikalny charakteryzuje się dwoma porami roku: suchą (od kwietnia do września) oraz deszczową. Podczas tej drugiej pogoda jest również słoneczna, a przerywana jedynie krótkimi, ulewnymi burzami, po których powietrze staje się rześkie i czyste.
Trzydziestodniową wizę można uzyskać w ambasadzie Indonezji w Warszawie (http://www.indonesianembassy.pl/) lub wykupić na lotnisku w Denpasar. Szczepienia nie są obowiązkowe, choć dla własnego bezpieczeństwa warto mieć te podstawowe: tężec, żółtaczka i tyfus. Lokalną walutą są rupie indonezyjskie. Najbardziej popularnymi pamiątkami przywożonymi przez turystów są: tkaniny – balijskie ikaty i indonezyjskie batiki, rzeźby z drewna lub kamienia oraz złota i srebrna biżuteria.

Witold Gawlikowski, podróżnik i właściciel „Galeria Bali & Buddha Club”
Zafascynowany magiczną wyspą Witold Gawlikowski przeniósł (dosłownie i w przenośni) kawałek Bali do Warszawy. „Galeria Bali & Buddha Club” znajduje się w samym centrum miasta i mieści jedyną w Polsce restaurację balijską, klub i galerię. Z Bali sprowadzane są świeże składniki używane do przygotowywania potraw. Stamtąd przywieziono całe wyposażenie. Z wyspy pochodzi też trzech kucharzy. Egzotyczne klimaty przypasowały klientom. Wkrótce otwarcie drugiego lokalu – kawiarni „Bali Cafe” w Złotych Tarasach.

– Indonezja to 17508 wysp. Dlaczego wybrał pan akurat Bali?
– Odwiedziłem ponad sto krajów świata. Z wyjątkiem Antarktydy byłem niemal wszędzie, mam więc niezłe porównanie. Ale na Bali czułem się najlepiej. Ten niewielki kawałek globu zafascynował mnie najbardziej pod każdym względem: jego krajobrazy, klimat, kuchnia, kultura, fantastyczni, otwarci ludzie i dzieła sztuki, którymi się otaczają w życiu codziennym. Zresztą Bali to nie Indonezja. Ta wyspa to państwo w państwie. Wspólny z resztą Indonezji ma tylko język, ale kulturowo i etnicznie jest to zupełnie odrębny świat.

– Magazyn Eden poszukuje Raju dla swoich czytelników. Czy pański raj jest na Bali?
– Na pewno tak. Ale aby go ujrzeć, trzeba wyrwać się z zaklętego, turystycznego kręgu na południu wyspy, dokąd wysyłają turystów biura podróży. Kuta i Sanur wyglądają, jak każdy inny, hałaśliwy azjatycki kurort. Raj jest poza ich granicami.

– O Bali mówi się, że to wyspa bogów i demonów. Jakie są współczesne demony?
– Jak wszędzie na świecie – masowa turystyka, przed którą Bali wciąż się broni. Za mojego życia wiele zakątków świata zostało przez nią zdeptanych i zmienionych nie do poznania, utraciło swój pierwotny, niepowtarzalny charakter. Na Bali takim przykładem jest Kuta – zagłębie hoteli, barów, dyskotek, pubów i domów publicznych, luksus i chaos na przemian. Na szczęście 95 proc. ruchu turystycznego koncentruje się na południu wyspy, reszta pozostała niemal nietknięta.
Ale głównym powodem, dzięki któremu Bali obroniła się przed zniszczeniem przez masową turystykę jest kultura. Tak silnej i charakterystycznej kultury nie ma nigdzie na świecie. Najlepszym przykładem są święta religijne i związane z nimi ceremonie. Nie ma takiego argumentu, ani takiej ilości pieniędzy, które zmusiłyby Balijczyka do odstąpienia od udziału w religijnych ceremoniach. Żaden, nawet najbardziej srogi szef nie jest w stanie zatrzymać wtedy swoich pracowników w firmie.

– Dokąd powinien uciec turysta, który wykupił wycieczkę do Kuty, by poczuć prawdziwego ducha Bali?
– Choćby do Ubud – kulturalnej stolicy wyspy, pełnej niezliczonych świątyń, pracowni artystów-rzemieślników, dźwięków gangsa, zapachu orientalnych kadzideł.

– Jak odpoczywa się w raju?
– To zależy, co kto lubi. Jedni wybierają białe, piaszczyste plaże turystycznego, pięciogwiazdkowego kompleksu Nusa Dua. Inni wolą mistyczną atmosferę świątyń czy odosobnienie pośród wulkanicznych krajobrazów wnętrza wyspy. Jest tu tyle świąt, że nawet podczas krótkiego, tygodniowego pobytu, można uczestniczyć w jakieś barwnej ceremonii: rodzinnej, klanowej, kastowej, wioskowej, świątynnej, prowincjonalnej, balijskiej czy indonezyjskiej. Bali słynie też (obok Tajlandii i Malezji) z najlepszych na świecie SPA. Polecam zwłaszcza niezwykłe SPA w jaskiniach Tjampuhan, gdzie nie pozostał ani jeden centymetr nie wyrzeźbionej skały oraz indonezyjski rytuał lulur, który ja nazywam zmianą skóry. Po pełnej, sześciogodzinnej wersji nie można wprawdzie wyjść przez dwa dni na plażę, ale efekt jest piorunujący!

– Co jada się w raju?
– Na całym świecie jada się owoce morza i w wielu miejscach są dobre, ale nigdzie nie jadłem lepszych niż na Bali, na słynnej plaży Jimbaran. Marynowane w pastach bumbu i grillowane na łupinach z orzechów kokosowych, które nadają potrawie niezwykły zapach i smak. Dla mnie to kulinarne mistrzostwo świata! Dlatego w naszej restauracji również grillujemy na orzechach kokosowych. Warto skosztować!

TEKST: Katarzyna Sołtyk (Eden Magazyn SPA)